Jak uniknąć niezdrowej rywalizacji?

To tytułowe określenie pojawiło się stosunkowo niedawno jako potoczne określenie rywalizacji. Rywalizacja zaczyna nam towarzyszyć niemal od kołyski. Już w przedszkolu słyszy się, że Tomek jest lepszy w rysowaniu od Antosia. Jeszcze gorzej jest w szkole, tam ocenia się ustawicznie. I niestety ciągle wierzy się naiwnie  w mobilizujące działanie stopnia niedostatecznego. Nie chce się jednak ufać badaniom, że nagroda mobilizuje bardziej…

Najgorzej, gdy rywalizacja obejmie szersze kręgi życia i zacznie godzić w przeżywanie własnej wartości. Nie wystarczy wtedy, że jestem w czymś dobry – muszę jeszcze koniecznie doświadczyć, że jestem lepszy od kogoś. Wytwarza to bardzo niebezpieczny przymus porównywania się z innymi i ogromną zależność samopoczucia i samooceny od wyników tego porównania. W ten sposób wszystkie relacje zaczynają być skażone rywalizacją. Patologicznie zaczyna rozrastać się ambicja, a karłowacieje i zanika życzliwość lub bezinteresowność. Napięta ambicja popycha do wyścigu, zaś każda nawet mała porażka powoduje wrogość wobec rywali.

To tutaj można szukać źródła naszego niepokoju, chęci prześcignięcia sąsiada, gdy na przykład chodzi o nowy samochód, ładny dom albo grzeczne dzieci. Gdy nam się nie uda wygrać wyścigu, płacimy przygnębieniem i nieświadomie narastającą wrogością, która staje się pożywką do kiełkowania bezinteresownej zawiści. Zawiść potrafi zniszczyć wszystko, wygasza wszelkie pozytywne uczucia i działania.

Dlatego trzeba szczególnie mocno szukać odpowiedzi na pytanie, jak się uchronić przed „wyścigiem szczurów”? W szczególny sposób należałoby chronić dzieci, zamiast je odpowiednio trenować do rywalizacji, która jest źródłem stresu. W człowieku jest naturalne niebezpieczeństwo chęci rywalizacji. Staje się ono szczególnie widoczne wśród rodzeństwa – dążenie, by dogonić w czymś starszego brata lub siostrę. Niepowodzenie wyraźnie kształtuje sylwetkę psychiczną osoby rywalizującej. Czasami hamuje rozwój albo powoduje ostatecznie niechęć, bunt i  ucieczkę. Nieświadomie zostaje to pogłębione przez porównywanie do kogoś bądź stawianie go za wzór.

Dużo lepiej jest porównywać dziecko z samym sobą, np. zachwycić się tym, że Jaś kiedyś nie potrafił pisać, a dziś pięknie kaligrafuje swoje imię. Wyrażenie uznania w ten sposób nie tworzy poczucia wyższości nad innymi ani sztucznej granicy podziału na lepszych i gorszych, daje poczucie bycia docenionym. Szczególnie godne polecenia jest stosowanie tego w rodzinie, gdzie kształtujące się osobowości są nieporównywalne ze względu na różnorodność wieku, uzdolnień, sprawności już osiągniętych i tych dopiero zdobywanych. W ten sposób wychowuje się osoby wolne, które obdzielają sympatią nie tylko tych ludzi, którzy mają odpowiednio zasobne konto w banku, są piękni i mają w życiu wyłącznie sukcesy.